Czy Bóg nas chroni?

Albo czy chronią nas „wysokie wibracje”?

Życie to nieustanna ewolucja. Nawet jeśli czasem wydaje się nam, że zrobiliśmy krok czy kilka kroków wstecz, to też jest część ewolucji. To szansa, aby „zacząć od nowa”, ale z innego punktu startowego. Wzbogaceni o doświadczenia, poszerzeni w swojej świadomości, możemy dokonać innych wyborów i pójść inną drogą. Eksploracja „niewłaściwej” drogi nie jest stratą czasu, chociaż tak może się wydawać z ograniczonej ludzkiej perspektywy. Tymczasem to po prostu część naszej ewolucji. Często jest tak, że rozumiemy coś i teoretycznie pojmujemy to naszym umysłem. Jednak jest spora przepaść pomiędzy pojmowaniem z poziomu umysłu, a „pojmowaniem” głębią swojego jestestwa. Aby dojść do tego typu pojmowania, trzeba tego doświadczyć, nie wystarczy rozumieć. Dopóki tego nie doświadczymy, nie ma w naszym rozumowaniu tej głębi, którą trudno jest ubrać w słowa, które są konstruktem umysłu. Każdy kto przeszedł przemianę po jakimś doświadczeniu, zapewne wie, o czym mówię.

Takim ekstremalnym doświadczeniem może być „zanurzenie” się w ciemności. A jeszcze bardziej ekstremalnym „zanurzenie się” w ciemności, która udaje światło. Można się nieźle pogubić. A wbrew pozorom wcale nie jest to rzadkie zjawisko w obecnych czasach. Wpływ na to, że „dajemy się oszukać”, ma oczywiście wiele czynników (m.in. nasze życiowe doświadczenia – z tego i poprzednich wcieleń, nasze przekonania, które powstały na bazie tych doświadczeń, nasze pragnienia i niespełnione potrzeby itp.). Najbardziej istotnym czynnikiem jednak jest to, że „chcemy być oszukani”. Chcemy, aby nasza iluzja była prawdą. Tak bardzo tego pragniemy, że ignorujemy wszystkie sygnały (które zawsze się pojawiają) mówiące nam, pokazujące nam prawdę. Naginamy interpretację wydarzeń do tego w co chcemy uwierzyć. I z tego właśnie korzysta „ciemna strona mocy”, która jest częścią nas samych, stąd doskonale potrafi wybrać i wykorzystać nasze najsłabsze punkty. Marzysz o czymś całe życie? Uważasz, że spełnienie tego, to twoja jedyna droga do szczęścia? Jesteś przywiązana/przywiązany do tego pragnienia? Proszę bardzo, wykorzystajmy to, żeby zwieść cię na manowce. Dlatego „pozbądź się wszelkich pragnień” jest bezcenną radą na drodze rozwoju i jedyną opcją dotarcia do wolności i szczęścia. Cieszyć się tym, co przynosi kolejny dzień życia, bez żadnych oczekiwań, to sposób na udane życie (oczywiście nie oznacza to wcale, że nie można mieć marzeń i celów).

Jak zapewne wiecie, od dawna byłam zwolenniczką narzędzi, które pomagają nam w rozwoju, w poszerzaniu naszej świadomości itp. Nadal twierdzę, że takie narzędzia, rytuały, ceremonie bywają pomocne, choć nie są konieczne*. Moje pogłębione doświadczenie** z ostatnich dwóch lat pokazuje jednak, że w najczarniejszym momencie, jedyne co może cię uratować, to wiara w Boga, boską pomoc i przede wszystkim zdecydowanie, że każdego dnia chcemy dokonywać wyborów, które prowadzą nas drogą prawdziwego Światła. „Wygrzebywanie się” z ciemności (choć z pozoru niezwykle błyszczącej i świetlistej), to żmudny proces, wymagający dużo determinacji, samozaparcia i przede wszystkim pewności, że codziennie chcę dokonywać wyborów, które są „świetliste”, chociaż ciemność kusi (i robi to niezwykle perfidnie).

Z każdym dniem na nowo poznaję się lepiej z Bogiem, odnawiam naszą relację, która jak każda relacja, wymaga pielęgnacji. Uczę się ufać i pogłębiać swoją wiarę w to, że Bóg mnie kocha i troszczy się o mnie (tak jak troszczy się o wszystkie swoje „dzieci”). Nigdy nas nie zostawia i zawsze „trzyma wyciągniętą, pomocną dłoń”. To od nas zależy, czy chcemy z niej skorzystać. Dostaliśmy wolną wolę, która pozwala nam na dokonywanie wybory, czy chcemy iść przez życie z Bogiem, czy wolimy odrzucić Jego pomocną dłoń i przewodnictwo i skorzystać z „błyszczących atrakcji”, które podsuwa nam ciemność.

Wielu z nas, odrzucając religijne dogmaty, odrzuciło też Boga. Warto pamiętać, że Bóg to nie religia. Jest wiele religii (i każda twierdzi, że jest tą jedyną drogą do Boga), ale jest tylko Jeden Bóg. Dogmaty religijne zostały stworzone przez ludzi. Znacie to powiedzenie „modli się pod figurą, a ma diabła za skórą”. Dogmaty religijne to bardzo dobry materiał do wykorzystania przez ciemność. Na pewno nie raz spotkaliście się z nienawiścią, osądzaniem i innymi atrybutami ciemności pod płaszczykiem religijności i świętości.

Świadomość i czujność to podstawa. Bóg nas chroni, ale nie zrobi nic wbrew naszej woli. Jeśli upieramy się, aby nie widzieć i nie słyszeć sygnałów świadczących, że „coś tu jest nie tak”, to dokonujemy wyboru.

A czy chronią nas tzw. „wysokie wibracje”? Jeśli za „wysokie wibracje” uważasz nieustanne przebywanie w Świetle/ bycie w pełni Światłem (materiał na inny wpis), to potrafisz się ochronić, ale wcale to nie oznacza, że nie ma sił, które nie będą cię próbowały atakować. A jeśli mówimy o new age’owych wysokich wibracjach (wynikających z praktyk prowadzących do sztucznego światła) …. to jeśli przeczytałaś/przeczytałeś cały wpis, to znasz odpowiedź 😊

Oby wszystkie nasze wybory były zgodne z boską wolą i prowadziły nas ku większej świadomości i światłości.

Bóg z wami!

Love, Light & Consciousness
Sylwia

*Jednakże tak, jak młotka możemy użyć w dobrym i złym celu, tak narzędzia duchowe mogą cię przybliżyć zarówno do światła, jak i do ciemności.

** W konsekwencji tych doświadczeń, uważam, że nie należy wykonywać zaawansowanych praktyk duchowych bez ścisłej współpracy z nauczycielem duchowym, który będzie w stanie poprowadzić nas tam, gdzie sam dotarł oraz uniknąć pułapek, w które sam „wpadł” i się z nich oczywiście wydostał. Bez wątpienia należy zachować szczególną ostrożność przy wyborze takiego przewodnika. „Nie wszystko złoto, co się świeci” jest tutaj pożyteczną maksymą, którą warto pamiętać. Popularni i światowej sławy guru niekoniecznie muszą być świetlistym przewodnikiem, choćby wydawało się, że to co mówią ma dużo sensu. Bo jak wiemy „diabeł tkwi w szczegółach” 😉

Polecam: 40 charakterystyk zintegrowanych nauczycieli duchowych wg dr Hawkinsa